czwartek, 11 kwietnia 2013

Ośmiornica by Romi

Na dziś zamówiliśmy u Romiego (taki "pan dozorca") świeże kalmary od rybaka. Na targu ciężko mi jest trafić na nie, rzadko są. 
Zgodnie z umową, po południu przywiózł 1,5kg kalmarów i przy okazji miał jeszcze ośmiornicę ;) Ale ta ośmiornica to dość solidna.
Nie bardzo wiedziałem co z nią zrobić ale Romi powiedział, że przyjdzie i ją nam przygotuje. Jeśli tak - to bierzemy! Why not? Spytał się o której jemy obiad (normalnie to jemy ok. 22:30 lokalnego czasu) no ale bez przesady, umówiliśmy się na 17 - 17:30.
No i faktycznie, prawie punktualnie przyjechał i wziął się do roboty. Pogonił mnie też do sklepu po jakieś przyprawy, nie pamiętam już nazw ;)
Efekt - naprawdę super! Pyszna! Ważyła na początku niecały kilogram ale podczas gotowania jakoś się zmniejszyła - takie 2 jakbyśmy mieli do dyspozycji to byśmy sobie pojedli, następnym razem.
Jak już ośmiornica stała gotowa na stole to Romi zawołał żonę swą i siedzieli i patrzyli jak my wciągamy ;) A przy okazji trochę "dziubnęli"

[Uwaga! Na samym dole film z całej akcji]

Pomimo tego, że Romi miał w całości zająć się przygotowaniem ośmiornicy to jednak Aga mu nie dowierza i woli własnoręcznie ją umyć i oczyścić:


Makłowicz przy pracy:


Film - praktyczna wiedza o przyrządzaniu ośmiornicy:





poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Typowy dzień...

[42 dzień na wygnaniu]

Typowy dzień roboczy polskiego filipińczyka.

Zrywamy się z samego rana ok. 9 - 10. Zakupy na śniadanie - bagietka (znalazłem już jest normalna a nie słodka) jajka, cebula, konserwa. Ewentualnie nie biegnę na zakupy tylko zjadamy resztki z wczoraj.
Ok. 11 wyprawa nad morze. Tam jestem już w pracy bo siedząc w morzu myślę o pracy ;)
Ok. 13 wracamy i jakaś przekąska, kawa, od 14 siedzimy przy kompach i telefonach.
W czasie pracy wyskakuję zobaczyć czy jakieś świeże ryby albo kalmary przywieźli - jak tak to kupuję i Aga później smaży (ryby) albo ja (kalmary). Ryby są ważone z głowami i ze wszystkim ale po zakupie jak się chce to pan tasakiem poobcina głowy i płetwy za jedyne 5 peso. A jak nic nie kupię to... głodujemy ;)
To albo zamawiam jedzenie do domku albo po pracy idziemy w "miasto".
Po 22 kończymy pracę i albo jemy swoje produkty albo idziemy do knajp.
Weekendy trochę inaczej bo jest wolny czas i można się powłóczyć. A teraz zbliża się dłuuuugi weekend i zaczynam planować gdzie pojedziemy/polecimy/popłyniemy....




 Najpierw plaża i kąpiel...


Powrót plaży. Z lenistwa (przyznam szczerze) jeździmy motorkiem na plażę i nie chce mi się nawet koszulki zakładać. W końcu to Filipiny!
 

 Teraz już niestety trzeba się wziąć do roboty:


Świeże rybki już się smażą! "Kuchnię" przeniosłem na zewnątrz - bo przy smażeniu to strasznie gorąco się robi no i śmierdzi mniej...


Zgubiona czapka, film z jazdy motorem.

Podczas jazdy motorem zdarzają się różne rzeczy.
Najpierw zgubiłem czapkę...


A później zabłądziliśmy :) Ale też dzięki temu zwiedziliśmy kawałek wyspy.


niedziela, 7 kwietnia 2013

Urokliwe miejsce - film

Podczas wycieczki motorkiem natknęliśmy się na ładne miejsce, skorzystaliśmy z kąpieli.




Droga nad morze - film

Film, który pokazuje naszą drogę od chatki do morza.



Niedzielna wycieczka po wyspie.

Dzisiaj z okazji niedzieli wybraliśmy się na małą wycieczkę. Jechaliśmy przez wioseczki, zatrzymywaliśmy się żeby się ochłodzić w wodzie, zabłądziliśmy także ;)

Kierownik w stroju roboczym przed domem:


Okolice portu:



Sklep i postój "taksówek" przy porcie:


Resort Beach Placid tam gdzie mieszkałem. Aga chciała koniecznie zobaczyć, wprawdzie wstęp kosztuje 60 peso ale kto białemu zabroni wejść ;)


Uwaga! To nie jest ani Photoshop ani fotomontaż, po prostu dobry fotograf.



Tutaj zatrzymaliśmy się żeby wykąpać się. Tutaj woda w morzu jest tak cieplutka, że gdyby nie trzeba było palić to można siedzieć cały czas, godzinami. Dodatkowo można oglądać sobie różne żyjątka, które pływają w morzu albo leżą na dnie. Dość długo jest płytko więc można chodzić i obserwować.



Napotkane zwierzątko po drodze.


Tutaj panika w oczach bo nie wiem gdzie jesteśmy a wokół dzika dżungla ;)


Sklepik po drodze. Szukaliśmy papierosów i wszędzie mieli mentolowe a tutaj pani miała Marlboro ale niestety nie całą paczkę tylko 19 sztuk. Bo tu na sztuki się sprzedaje. Wykupiłem cały zapas jaki mieli w sklepie - wszystkie 19 sztuk ;) I oczywiście obowiązkowe piwo dla ochłody i dalej w drogę!






A tu już sklep w Bantayanie (stolicy). Bo jakoś tak wyszło, że akurat tutaj wyjechaliśmy z dżungli ;)



Niedziela Wielkanocna

Z ciekawostek filipińskich: muszę stwierdzić, że mój telefon jest niekompatybilny z tutejszym morzem. Po krótkiej kąpieli i kilku dniach suszenia nadal nie chce ze mną współpracować. No trudno, może w Polsce uda się go naprawić w ramach gwarancji. Także przestroga dla przyszłych podróżników - nie wchodzić do morza ani oceanu z telefonem ;)

Niedzielę Wielkanocną spędziliśmy nad morzem:


Aga za barem:


Wódka się ogrzewa:



wtorek, 2 kwietnia 2013

Starocie - Bangkok

Zmieniłem formę i miejsce pisania bo jest trochę wygodniej, jest archiwum i jakoś tak wydaje mi się, że fajniej.
Na początek garść "starych" rzeczy jeszcze.

TAJLANDIA. Bangkok - główna ulica Khao San.
W skrócie - turyści, turyści, turyści...
Tłok, ścisk.




Bangkok, jakiś bar.





Nie tylko jedzenie i piwo ale też trochę zabytków ;)



No i z powrotem jedzonko:





Lotnisko w Bangkoku: