Na dziś zamówiliśmy u Romiego (taki "pan dozorca") świeże kalmary od rybaka. Na targu ciężko mi jest trafić na nie, rzadko są.
Zgodnie z umową, po południu przywiózł 1,5kg kalmarów i przy okazji miał jeszcze ośmiornicę ;) Ale ta ośmiornica to dość solidna.
Nie bardzo wiedziałem co z nią zrobić ale Romi powiedział, że przyjdzie i ją nam przygotuje. Jeśli tak - to bierzemy! Why not? Spytał się o której jemy obiad (normalnie to jemy ok. 22:30 lokalnego czasu) no ale bez przesady, umówiliśmy się na 17 - 17:30.
No i faktycznie, prawie punktualnie przyjechał i wziął się do roboty. Pogonił mnie też do sklepu po jakieś przyprawy, nie pamiętam już nazw ;)
Efekt - naprawdę super! Pyszna! Ważyła na początku niecały kilogram ale podczas gotowania jakoś się zmniejszyła - takie 2 jakbyśmy mieli do dyspozycji to byśmy sobie pojedli, następnym razem.
Jak już ośmiornica stała gotowa na stole to Romi zawołał żonę swą i siedzieli i patrzyli jak my wciągamy ;) A przy okazji trochę "dziubnęli"
[Uwaga! Na samym dole film z całej akcji]
Pomimo tego, że Romi miał w całości zająć się przygotowaniem ośmiornicy to jednak Aga mu nie dowierza i woli własnoręcznie ją umyć i oczyścić:
Makłowicz przy pracy:
Film - praktyczna wiedza o przyrządzaniu ośmiornicy:
czwartek, 11 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Typowy dzień...
Typowy dzień roboczy polskiego filipińczyka.
Zrywamy się z samego rana ok. 9 - 10. Zakupy na śniadanie - bagietka (znalazłem już jest normalna a nie słodka) jajka, cebula, konserwa. Ewentualnie nie biegnę na zakupy tylko zjadamy resztki z wczoraj.
Ok. 11 wyprawa nad morze. Tam jestem już w pracy bo siedząc w morzu myślę o pracy ;)
Ok. 13 wracamy i jakaś przekąska, kawa, od 14 siedzimy przy kompach i telefonach.
W czasie pracy wyskakuję zobaczyć czy jakieś świeże ryby albo kalmary przywieźli - jak tak to kupuję i Aga później smaży (ryby) albo ja (kalmary). Ryby są ważone z głowami i ze wszystkim ale po zakupie jak się chce to pan tasakiem poobcina głowy i płetwy za jedyne 5 peso. A jak nic nie kupię to... głodujemy ;)
To albo zamawiam jedzenie do domku albo po pracy idziemy w "miasto".
Po 22 kończymy pracę i albo jemy swoje produkty albo idziemy do knajp.
Weekendy trochę inaczej bo jest wolny czas i można się powłóczyć. A teraz zbliża się dłuuuugi weekend i zaczynam planować gdzie pojedziemy/polecimy/popłyniemy....
Najpierw plaża i kąpiel...
Powrót plaży. Z lenistwa (przyznam szczerze) jeździmy motorkiem na plażę i nie chce mi się nawet koszulki zakładać. W końcu to Filipiny!
Teraz już niestety trzeba się wziąć do roboty:
Świeże rybki już się smażą! "Kuchnię" przeniosłem na zewnątrz - bo przy smażeniu to strasznie gorąco się robi no i śmierdzi mniej...
Zgubiona czapka, film z jazdy motorem.
Podczas jazdy motorem zdarzają się różne rzeczy.
Najpierw zgubiłem czapkę...
A później zabłądziliśmy :) Ale też dzięki temu zwiedziliśmy kawałek wyspy.
Najpierw zgubiłem czapkę...
A później zabłądziliśmy :) Ale też dzięki temu zwiedziliśmy kawałek wyspy.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Urokliwe miejsce - film
Podczas wycieczki motorkiem natknęliśmy się na ładne miejsce, skorzystaliśmy z kąpieli.
Niedzielna wycieczka po wyspie.
Dzisiaj z okazji
niedzieli wybraliśmy się na małą wycieczkę. Jechaliśmy przez wioseczki,
zatrzymywaliśmy się żeby się ochłodzić w wodzie, zabłądziliśmy także ;)
Kierownik w stroju roboczym przed domem:
Okolice portu:
Sklep i postój "taksówek" przy porcie:
Resort Beach Placid tam gdzie mieszkałem. Aga chciała koniecznie zobaczyć, wprawdzie wstęp kosztuje 60 peso ale kto białemu zabroni wejść ;)
Uwaga! To nie jest ani Photoshop ani fotomontaż, po prostu dobry fotograf.
Tutaj zatrzymaliśmy się żeby wykąpać się. Tutaj woda w morzu jest tak cieplutka, że gdyby nie trzeba było palić to można siedzieć cały czas, godzinami. Dodatkowo można oglądać sobie różne żyjątka, które pływają w morzu albo leżą na dnie. Dość długo jest płytko więc można chodzić i obserwować.
Napotkane zwierzątko po drodze.
Tutaj panika w oczach bo nie wiem gdzie jesteśmy a wokół dzika dżungla ;)
Sklepik po drodze. Szukaliśmy papierosów i wszędzie mieli mentolowe a tutaj pani miała Marlboro ale niestety nie całą paczkę tylko 19 sztuk. Bo tu na sztuki się sprzedaje. Wykupiłem cały zapas jaki mieli w sklepie - wszystkie 19 sztuk ;) I oczywiście obowiązkowe piwo dla ochłody i dalej w drogę!
A tu już sklep w Bantayanie (stolicy). Bo jakoś tak wyszło, że akurat tutaj wyjechaliśmy z dżungli ;)
Niedziela Wielkanocna
Z ciekawostek filipińskich: muszę stwierdzić, że mój telefon jest niekompatybilny z tutejszym morzem. Po krótkiej kąpieli i kilku dniach suszenia nadal nie chce ze mną współpracować. No trudno, może w Polsce uda się go naprawić w ramach gwarancji. Także przestroga dla przyszłych podróżników - nie wchodzić do morza ani oceanu z telefonem ;)
Niedzielę Wielkanocną spędziliśmy nad morzem:
Aga za barem:
Wódka się ogrzewa:
Niedzielę Wielkanocną spędziliśmy nad morzem:
Aga za barem:
Wódka się ogrzewa:
wtorek, 2 kwietnia 2013
Starocie - Bangkok
Zmieniłem formę i miejsce pisania bo jest trochę wygodniej, jest archiwum i jakoś tak wydaje mi się, że fajniej.
Na początek garść "starych" rzeczy jeszcze.
TAJLANDIA. Bangkok - główna ulica Khao San.
W skrócie - turyści, turyści, turyści...
Tłok, ścisk.
Bangkok, jakiś bar.
Nie tylko jedzenie i piwo ale też trochę zabytków ;)
No i z powrotem jedzonko:
Lotnisko w Bangkoku:
Na początek garść "starych" rzeczy jeszcze.
TAJLANDIA. Bangkok - główna ulica Khao San.
W skrócie - turyści, turyści, turyści...
Tłok, ścisk.
Bangkok, jakiś bar.
Nie tylko jedzenie i piwo ale też trochę zabytków ;)
No i z powrotem jedzonko:
Lotnisko w Bangkoku:
Subskrybuj:
Posty (Atom)