sobota, 17 sierpnia 2013

Mui Ne [1]

W końcu sobota - wyjeżdżamy nad wietnamskie morze. Autobus oczywiście podjeżdża bezpośrednio pod nasz hotel.


Duży, wygodny z trzema rzędami siedzeń leżących na górze i na dole i dla każdego gratis mała butelka wody.



Do przejechania mamy niby niewiele, niecałe 300km ale to 7 godzin w autobusie.



Wyświetl większą mapę

Podróż minęła spokojnie bez żadnych przygód z jednym przystankiem na papierosa i siku.
Dojechaliśmy bezpiecznie nad morze.
Na miejscu wzięliśmy taksówkę (tutaj też nie ma tuk-tuków), która zawiozła nas do zarezerwowanego wcześniej hotelu - Sunrise Village Hotel - cena 22 $ ze śniadaniem.
Hotel całkiem przyjemny - dodatkowym atutem jest w pełni wyposażona kuchnia z której można korzystać no i do morza jakieś 50m.

Sunrise Village Hotel

Widok z naszego pokoju.


Trochę się ogarnęliśmy i poszliśmy obczaić okolicę. Na początek przywitanie z morzem.


Następny etap to jakaś knajpa z jedzeniem.


No i tutaj zaskoczenie - ceny całkiem przyjemne: butelka wina 80.000 VND, czyli niecałe 4$, tyle samo kosztuje 0,7l wódki - w knajpie!
Dodatkowo można zamówić sobie różne atrakcje z menu:


Ktoś chce krokodyla? Proszę bardzo!
Lizard, czyli jaszczurka po naszemu też jest w menu a smaczku dodaje, że te jaszczurki są w akwariach, przed wejściem - żywe oczywiście ;) O takich normalnych potrawach jak homary, żaby, krewetki (wszystko w akwariach) nie ma nawet co wspominać - standard ;)
Można też pobawić się z oswojoną wiewiórką (film):



Miejsce gdzie mieszkamy położone jest mniej-więcej w połowie między Phan Thiet (miasto dość spore ok. 300.000 mieszkańców) a Mui Ne (mała dziura). Cała ta droga (ok. 20km) to same hotele i knajpy no i jakieś tam sklepiki.
Pytanie za 100 punktów - jakich turystów jest tu najwięcej?
Odpowiedź: Rosjan. Jakieś 80% turystów to Rosjanie. Wszystkie szyldy są po rosyjsku (po angielsku nie zawsze).

Mui Ne
Trochę męczące jest chodzenie w upale... A może by tak wypożyczyć motor? Szczególnie, że jest tu do zobaczenia kilka ciekawych rzeczy a są one trochę od nas oddalone. Taksówkę wynajmować nie bardzo a jechać z jakąś zorganizowaną wycieczką - to już nie to samo...
Spytaliśmy w jednej z wypożyczalni o wynajęcie - młody chłopak i na szczęście dobrze mówi po angielsku - aż za dobrze ;)
Motory są teraz po 6$ lub 7$ - nie ma w tej chwili sezonu bo normalnie to podobno kasują 10$ za dzień. Umówiliśmy się na dzień jutrzejszy na godz. 9 rano - podstawi nam go do hotelu.
Trochę jeszcze poszwędaliśmy się i faktycznie wszędzie pusto. Bardzo dużo wielkich restauracji, obsługa siedzi i się nudzi bo przeważnie nie ma klientów lub jest ich bardzo nie wielu. To, że nie ma sezonu zupełnie nam nie przeszkadza a wręcz przeciwnie. Ceny są niższe i wszędzie się cieszą jak wejdziemy.
Wracamy do siebie - starczy wrażeń na dziś szczególnie, że jutro niedziela - będziemy mieć ścigacza więc trzeba wypocząć i przygotować się psychicznie.
Oj, będzie się działo!

czwartek, 15 sierpnia 2013

War Remnants Museum

Podczas poprzedniego zwiedzania opuściliśmy Muzeum Pozostałości Wojennych (War Remants Museum). Trzeba było nadrobić tą zaległość.



Muzeum jak to muzeum - przed budynkiem są najciekawsze atrakcje - amerykańskie samoloty, czołgi, działa, łodzie...
Wewnątrz różne sale ekspozycyjne dokumentujące wojnę amerykańsko-wietnamską i zbrodnie Amerykanów popełnione na Wietnamczykach. Jest sporo fotografii, niektóre bardzo wstrząsające ;/























Najbardziej podobało mi się na zewnątrz. "Eksponatów" można dotknąć i spokojnie poprzyglądać się ;)

War Remnants Museum

War Remnants Museum

War Remnants Museum

Wrażenia ogólne - takie sobie a do tego trochę padało. Wróciliśmy do hotelu, krótkie zakupy bo pojutrze wyjeżdżamy do Mui Ne. W końcu trochę morza zobaczymy bo zdążyliśmy się już stęsknić za nim.

sobota, 10 sierpnia 2013

Ho Chi Minh cz. 3

W Ho Chi Minh mamy w planach spędzić ok. 2 tygodni i później jedziemy do Mui Ne, nad morze.
Korzystając z weekendu zabieramy się za bieganie po mieście i zwiedzanie najciekawszych miejsc. Okazuje się, że wszystko co ciekawe jest w okolicy gdzie mieszkamy (District 1) a do tego wszędzie możemy dojść na piechotę.
Zaznaczyłem ciekawe miejsca na mapach google w telefonie i ruszyliśmy z plecakiem w miasto.

Na ulicach można spotkać wesołych Wietnamczyków z którymi można porozmawiać i ulżyć im w ciężkiej pracy.

Ho Chi Minh (Sajgon).

Po rozmowie i zrobieniu pamiątkowych zdjęć czuliśmy się zobowiązanie kupić tego kokosa. Cena cztery razy wyższa niż normalnie - no trudno...

Ho Chi Minh (Sajgon).
Na pierwszy ogień zwiedzania wzięliśmy Reunification palace - po polsku to mniej-więcej Pałac ponownego zjednoczenia. To tutaj skończyła się wojna wietnamska, przedtem była to siedziba prezydenta Wietnamu Południowego.

Reunification palace
Wstęp - 30.000 dongów. Budynek to taki typowy komunistyczny moloch składający się z kilku pięter oraz podziemnego centrum dowodzenia i schronów. W zasadzie to nic ciekawego, szkoda czasu. Na każdym z pięter są pokoje, sale narad, nawet kino a na dachu helikopter.

Reunification palace
Można też cyknąć sobie śmieszną fotkę ;)

Reunification palace

Tutaj taki łącznik z roślinnością i fontanną żeby ważne osobistości ze świata ówczesnej polityki miały gdzie odsapnąć.


Reunification palace
Widok z górnego piętra.

Reunification palace
Na dachu czeka helikopter przygotowany na wypadek W.

Reunification palace
Pobiegaliśmy po tych wszystkich pomieszczeniach i w końcu zeszliśmy na dół, do podziemi gdzie jest równie ciekawie tylko nieco bardziej gorąco i duszno.

Reunification palace

Z nadmiaru wrażeń przejęliśmy dowodzenie tym obiektem - co dokumentują poniższe fotki ;)

Reunification palace

Reunification palace
W podziemiach jest też kilka autentycznych samochodów, którymi posługiwali się wietnamscy dygnitarze.

Reunification palace
W końcu udało nam się bez żalu opuścić to miejsce. Spędziliśmy tutaj dużo za dużo czasu.
Zmęczeni, głodni i spragnieni bieguśkiem udaliśmy się do pierwszej knajpki żeby coś zjeść a przede wszystkim wypić coś zimnego.
Usiedliśmy i kelnerka od razu bez pytania podała nam zieloną herbatę z lodem i menu. Po kilku łykach zimnego i orzeźwiającego napoju zaglądamy do menu. Mieliśmy nie patrzeć na ceny no ale bez przesady! Wszystko kilkukrotnie droższe niż normalnie... To taka knajpa "pułapka" na turystów. Wypiliśmy do końca herbatkę i po angielsku opuściliśmy lokal, kelnerka spojrzała na nas z żalem...


Darmowa zielona herbata z lodem.
Znaleźliśmy w końcu lokal godny naszego podniebienia - ulubione zupki Pho w przystępnych cenach ;) Zaczęło lać więc schroniliśmy się do centrum handlowego - wypasioneeee...
Kilka pięter, trochę ekskluzywnych rzeczy...


A najlepsze - na samej górze - salon gier. Duży, można sobie usiąść, zamówić drinka w barze, zapalić papierosa no i pograć! A automatów z grami jest mnóstwo. Zdjęcie mocno kiepskawe bo jakoś tak nie miałem śmiałości...


Intensywność deszczu nieco się zmniejszyła ale za to zaczęło się już ściemniać ;) Mimo wszystko poszliśmy zobaczyć kolejne zaplanowane rzeczy.
Poczta Główna w Ho Chi Minh (wybudowana w latach 1886 - 1891), ciekawy budynek, jeszcze ciekawsze miejsce w stylu kolonialnym ;)
O 18-tej zamykają pocztę, ledwie zdążyliśmy.

 Poczta Główna Ho Chi Minh
 Poczta Główna Ho Chi Minh
 Poczta Główna Ho Chi Minh
Obok jest rzymsko-katolicka Katedra Notre Dame. Wstąpiliśmy do środka, akurat trwała msza. Trochę śmiesznie, po wietnamsku ;)

Ho Chi Minh, Katedra Notre Dame

Ho Chi Minh, Katedra Notre Dame

Ho Chi Minh, Katedra Notre Dame
Ho Chi Minh, Katedra Notre Dame
Film: Katedra Notre Dame w Ho Chi Minh :

Katedra Notre Dame w Ho Chi Minh

Zrobiło się już mocno ciemno więc pomału kierowaliśmy się w stronę hotelu. Mijane po drodze budowle przypominały Singapur.

Ho Chi Min
Ho Chi Min

Ho Chi Min

Ho Chi Min

Ho Chi Min

Ho Chi Min

Po drodze natknęliśmy się na sesje zdjęciową pary młodej...


Ho Chi Min
... i wstąpiliśmy na zakupy ;)

Ho Chi Min
 Zajrzeliśmy do jeszcze jednej galerii handlowej - jakaś taka nie typowa...
Ho Chi Min, Galeria handlowa
Koniecznie chciałem dojść wszędzie tam gdzie zaplanowaliśmy. Pozostał jeszcze Ratusz miejski. Wprawdzie było już ciemno i porządnie lało ale udało się! Plan wykonany.

Ho Chi Min, Ratusz miejski
Z uwago na deszcz obraliśmy już bezpośredni kierunek - hotel, najkrótszą drogą. Jakiś kilometr przed naszym hotelem tak się rozpadało, że musieliśmy schronić się pod dachem. Mieliśmy nadzieję, że szybko przejdzie ale niestety - nie zanosiło się.
Nie było wyboru - trzeba było na ten kawałek drogi wziąć taksówkę. Na szczęście wyszło całkiem tanio ;)

Film: Jak przejść na drugą stronę ulicy w Ho Chi Minh

Jak przejść na drugą stronę ulicy w Ho Chi Minh

Film: Ho Chi Minh nocą i w deszczu:

Ho Chi Minh nocą i w deszczu

środa, 7 sierpnia 2013

Ho Chi Minh cz. 2 China Town & Bazar

Rano pojechaliśmy odwiedzić tutejsze China Town z ich targowiskiem. Nie ma innej możliwości - trzeba wziąć taxi bo miasto jest ogromne i nawet z telefonem z mapami googla trochę zajęłoby nam trafienie tam. Dodatkowo pogoda nie zachęca do spacerów - porządny upał, który daje się we znaki.
Złapaliśmy więc taksówkę (fajnie się jedzie - jest klimatyzacja), dość daleko jest to od nas - zapłaciliśmy 150.000 VND.
Wysiedliśmy w samym sercu chińskiej dzielnicy, tuż przy bazarze.


Sam bazar jak to bazar w Azji - pełno wszystkiego ale mam wrażenie, że tutaj handlują bardziej hurtowo. Może tutaj zaopatrują się lokalni sprzedawcy i później sprzedają to w swoich kramikach?





Wewnątrz bazaru jest miejsce gdzie można sobie teoretycznie odpocząć. Może i można ale gorąco i brudno dookoła - więc tylko szybki łyk wody i papieros.



Ulice wokół bazaru też nie są zbyt sympatyczne.


Nie ma co narzekać - w końcu po to tu przyjechaliśmy żeby zobaczyć jak żyją inni ludzie. Nic nie kupiliśmy - postanowiliśmy pokręcić się trochę jeszcze po "dzielni".
Tutaj dobrze widać jak się kręcimy ;)


Dzielnica chińska nie bardzo wyróżnia się od innych w Cho Hi Minh. Błąkaliśmy się jakieś 2 godziny ale było tak okrutnie gorąco, że musieliśmy łapać taxi i wracać do domu. Na szczęście kierowcy tutaj orientują się w topografii miasta i jak pokazuję zdjęcie naszego hotelu z adresem to dowożą nas pod wskazany adres.

Film z dzielnicy chińskiej: